S

Perspektywy dla żubrów

Rozmowa z prof. Wandą Olech

WSONY DSC ubiegłym roku w kalendarzu Stowarzyszenia Miłośników Żubrów, ale także w ogóle w działaniach dotyczących żubrów można było odnotować co najmniej kilka ważnych dat. W Wałczu miała miejsce coroczna międzynarodowa konferencja naukowa organizowana przez SMŻ, zakończyły się dwa wielkie projekty współfinansowane z funduszy UE: „Ochrona in situ żubra w Polsce – część północno-wschodnia” oraz „Ochrona ex situ żubra Bison bonasus w Polsce”, które uroczyście podsumowano, Stowarzyszenie uczestniczyło w Dniach SGGW i Dniu Żubra w Lutowiskach – by wymienić tylko niektóre wydarzenia. Rozpoczął się nowy projekt edukacyjny dla nauczycieli, zgłoszony przez SMŻ, dotyczący bioróżnorodności, a SGGW podpisała projekt „Rozwój metapopulacji żubra w północno-wschodniej Polsce”, będący nieco ograniczoną kontynuacją projektu „in situ”. We wszystkich tych działaniach brała i bierze udział, głównie jako koordynatorka projektów i ekspert prof. Wanda Olech, prezes SMŻ, z Katedry Genetyki i Ogólnej Hodowli Zwierząt Wydziału Nauk o Zwierzętach SGGW.

Pani profesor, jak ocenia pani 2014 rok – także poza naszymi granicami? Czy był dla żubrów dobry?

Nie zmieniło się wiele. W Europie trwa stagnacja finansowa, która utrudnia różne działania pozwalające na zwiększanie populacji żubrów i jej kontrolowany rozwój. Nie ma na przykład funduszy na przewożenie zwierząt między hodowlami. Jedyną organizacją, która ma jakieś pieniądze jest Rewilding Europe, ale niestety jej poczynania są chaotyczne i niezorganizowane. Przykład: przywieźli jesienią żubry do Rumunii, są one teraz podobno w jakiejś dużej zagrodzie, ale nie wiemy, co tam się dzieje. Do zagrody nie ma dostępu, a w okolicy pojawiła się choroba „błękitnego języka” i podobno dwa żubry już padły. Zimą choroba z naturalnych powodów nie jest przenoszona, ale co będzie wiosną? Rewilding chce prawdopodobnie dowieźć tam nowe zwierzęta i zwróciło się do nas, byśmy wytypowali pod względem genetycznym i demograficznym odpowiednie osobniki, ale sprawy finansowe nie są między nami uregulowane.

Poza tym boli nas, że organizacja podejmuje działania poza naszymi plecami bez konsultacji, a przecież to my – specjaliści w Polsce, od lat zajmujemy się planowanym kształtowaniem hodowli i doborem najlepszych osobników do wzmacniania stad. Przykładem ich własnych, niekonsultowanych ruchów jest też podpisanie umowy ze B.1szwedzką Avestą – hodowlą, w której koordynatorem jest od dawna współpracujący z nami Tommy Svensson, a on nic o tym nie wiedział. Czy to oznacza, że Rewilding będzie zasiedlał Rumunię żubrami z tylko jednego stada? To jest zdecydowanie niewskazane z wielu względów.

Stowarzyszenie Miłośników Żubrów podpisało umowę o współpracy z Rewilding Europe na jesieni. Czy jest to więc współpraca nieudana?

Próbujemy zasugerować im, żeby pozwolili nam realizować nasze plany, bo się na tym znamy, mamy bogate doświadczenie i przemyślaną, sprawdzoną strategię rozwoju populacji żubrów na dużą skalę, a zasilili nas pieniędzmi, które potrafią i mogą zdobyć. Nasza wiedza i fundusze Rewildingu pozwoliłyby na naprawdę udane działania. Niestety, nie bardzo nam to wychodzi. Ich rozwiązania merytoryczne są po prostu złe, co udowadniamy na każdym kroku. Chętnie zostawimy im wszelkie zaszczyty, by mogli się chwalić swoim wkładem – finansowym, podkreślam – ale nie pozwolimy na to, by próbowali na przykład w SONY DSCBieszczadach wdrażać swoje pomysły oderwane od tego, co na tym terenie od lat robimy. Zamiast przywozić tam nowe osobniki, co wcale nie jest potrzebne, mogliby sfinansować choćby monitoring żubrów.

Żubry w Bieszczadach są przecież od dawna monitorowane.

Tak, ale projekt dotyczący monitoringu zakończył się 31 grudnia ubiegłego roku i teraz nie ma na to pieniędzy. Oczywiście, w niewielkim zakresie Stacja Badawcza Fauny Karpat PAN, którą kieruje prof. Kajetan Perzanowski jakieś środki z trudem wygospodarowuje, Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Krośnie też się o fundusze stara, ale na dłuższą metę bez pieniędzy z zewnątrz długo tak się nie da. A wówczas wieloletnie obserwacje, wyniki, bez kontynuacji mogłyby zmarnowane. Tylko trzeba by było przekonać Rewilding, by zrezygnowali z własnych koncepcji, a to zupełnie nam nie wychodzi.

Powiedziała pani na początku naszej rozmowy o stagnacji finansowej w Europie, w odniesieniu do żubrów. Czy przekłada się to też na zmniejszanie się zainteresowania nimi?

Nie, zupełnie nie. Wiele krajów jest żywo zainteresowanych rozwijaniem hodowli żubrów u siebie, są to bardzo atrakcyjne zwierzęta, ale niestety na przeszkodzie stoją koszty – transportów, utrzymania, opieki weterynaryjnej itd.

A jakie widzi pani perspektywy dla żubrów na ten rok w naszym kraju?

Muszę z przykrością powiedzieć, że borykamy się z coraz większymi trudnościami, także ze strony urzędników i coraz to nowych zasad, które są wymyślane „za biurkiem” i często zupełnie oderwane od rzeczywistości, niemożliwe do realizacji w praktyce, w terenie. Co więcej – generują dodatkowe niepotrzebne koszty. Miesiącami czekamy też na wydawanie decyzji, które powinny być podjęte szybko. Sprawy się niepotrzebnie ciągną. Czekamy właśnie – my, to znaczy wszyscy, którzy żubrami się w różny sposób zajmują, m.in. przedstawiciele zainteresowanych Regionalnych Dyrekcji Lasów Państwowych, RDOŚ, naukowcy, hodowcy – na spotkanie w Ministerstwie Środowiska. Mamy nadzieję, że uda nam się nie tylko przedstawić swoje racje i argumenty, ale także spowodować, że działania na rzecz żubrów, którymi przecież Polska tak lubi się szczycić jako przykładem skutecznej ochrony przyrody, będą łatwiejsze. Że zobaczymy Ż.3zielone światło. Bo o problemach mogę mówić długo.

Na pewno nie pomagają w działaniach spory w samym środowisku naukowców badających żubry. Nie jest tajemnicą, że pani i żubrolodzy związani z SGGW czy prof. Perzanowskim nie zgadzają się z niektórymi opiniami specjalistów z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży, na przykład z twierdzeniem, że żubry to raczej zwierzęta terenów otwartych niż obszarów leśnych.

Kłopot polega na tym, że koledzy z IBS prezentują publicznie swoje krytyczne uwagi na temat naszych koncepcji ochrony żubrów (niektóre z nich sami kiedyś głosili), ale nie proponują niczego konstruktywnego w zamian, nie przedstawiają koncepcji alternatywnych. Nie ma pola do dyskusji. Natomiast to, o czym pani wspomniała, i z czym istotnie się nie zgadzamy, może skutkować w przyszłości tym, że Lasy Państwowe, w których gestii leży opieka nad żubrami mogą kiedyś odmówić dalszego zajmowania się nimi – no bo skoro to nie jest gatunek leśny…

SONY DSCMamy wiele naukowych dowodów na to, że żubr nie został „na siłę” wepchnięty do lasu, ale jest gatunkiem na stałe związanym z lasem. Oczywiście potrzebuje trawy i ziół, więc zdarza się, że wychodzi na łąki i pola – ale do lasu zawsze wraca, bo tam czuje się bezpiecznie, las go chroni, jest miejscem odpoczynku, tam przychodzą na świat młode. Zresztą także budowa jego ciała świadczy o tym, że jest przystosowany do życia wśród drzew. A jeśli chodzi o bazę pokarmową żubrów, to m.in. w ramach wymienionych na wstępie projektów znacznie wzbogaciliśmy i urozmaiciliśmy ją rekultywując śródleśne łąki i szczególnie o nie dbając, budując nowe miejsca zimowego dokarmiania, zakładając dzikie sady, nowe wodopoje itd.

Niezależnie od wszystkiego niezbędne są uregulowania prawne dotyczące gospodarowania populacjami żubrów, by opieka nad nimi była dla Lasów Państwowych łatwiejsza, ale była również jakimś stopniu korzystna.

Jak rozwija się projekt dotyczący tworzenia metapopulacji?

Projekt się rozkręca, zorganizowaliśmy seminarium otwierające, nadleśnictwa wykonują swoje zadania, w szybkim tempie uruchamiamy monitoring – niedługo będą zakładane obroże. Trwa opracowywanie i składanie wniosków finansowych itp. Chcemy też stworzyć Komitet Sterujący, składający się ze specjalistów reprezentujących partnerów i różne instytucje, by mieli na bieżąco wgląd we wszelkie działania.

A plany Stowarzyszenia na nadchodzący rok?

Oczywiście najważniejszym wydarzeniem będzie konferencja w Pszczynie – w roku jubileuszowym dla pszczyńskiej hodowli żubrów. Zmodyfikujemy też organizację tego międzynarodowego spotkania: część doniesień z sesji będzie prezentowana w formie plakatowej, by uczestnicy mieli więcej czasu na bezpośrednie kontakty i dyskusje.

Czy jest coś, czego szczególnie by pani sobie i żubrologom – oraz oczywiście żubrom – życzyła?

Oczywiście pieniędzy na realizację wymienionych i dalszych planów, ale przede wszystkim ułatwienia życia i rzeczywiście zapalenia zielonego światła dla naszych poczynań. Nigdy nie było łatwo, lecz kiedyś nie musieliśmy walczyć z tyloma bezsensami, z jakimi Ż.2spotykamy się dziś.

Mamy w naszym kraju dziesiątki ludzi, którzy od lat z wielką pasją, wiedzą i zaangażowaniem zajmują się żubrami. To dzięki nim możemy pochwalić się tyloma stadami pięknych zdrowych zwierząt. Ale boję się, że ten entuzjazm, przy tylu problemach, i niedocenianiu tej pracy, może z wolna wygasnąć, a wtedy za 5 lat zamiast 1200 żubrów będziemy mieli w Polsce 800…

Oby nie.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Elżbieta Strucka

Zdjęcia: Krystyna Cielniak, Maciej Januszczak i Roman Lizoń